Przed kurację moje poranne ciśnienie oscylowało między 148 a 158 mmHg skurczowego, a wieczorne bywało jeszcze wyższe, szczególnie po trudnych i stresowych dniach w pracy z napiętymi deadlinami i wieloma spotkaniami pod rząd. Lekarz przepisał mi lek pierwszego rzutu w małej dawce startowej, ale chciałem jednocześnie działać naturalnymi metodami i uzupełnić terapię o suplement z przejrzystym, udokumentowanym składem. Po rozmowie z farmaceutą i przejrzeniu kilku opinii na forach zdrowotnych wybrałem Cardionil na nadciśnienie jako preparat z jasno opisanymi mechanizmami działania biochemicznego składników.
Po czterech miesiącach regularnej kuracji średnia poranna z trzydziestu ostatnich pomiarów wynosi 131 mmHg skurczowego. Wieczorna ustabilizowała się na poziomie 128. To zmiana o kilkanaście punktów mierzona konsekwentnie, która w praktyce klinicznej oznacza mniejsze ryzyko udaru i zawału serca, mniejszą liczbę porannych bólów głowy i wyraźnie lepsze samopoczucie po przebudzeniu bez uczucia ciężkości za oczami. Cardionil na nadciśnienie nie zastąpił mojego leku, ale kardiolog zdecydował się po sześciu miesiącach obniżyć dawkę farmakologiczną, bo wyniki stabilnie utrzymywały się w granicach normy bez konieczności zwiększania dawek.
Co zmieniłem poza suplementacją, żeby wyniki były miarodajne i nie przypisywać wszystkiego jednej zmianie? Ograniczyłem sól do pięciu gramów dziennie, zacząłem jeść więcej warzyw bogatych w potas i magnez, rzuciłem kawę po czternastej i zacząłem regularnie chodzić na spokojne trzydziestominutowe spacery. Nie wiem dokładnie, ile z poprawy pochodzi z tabletek, a ile ze stylu życia – i właśnie o to chodzi w holistycznym podejściu do zdrowia. Cardionil na nadciśnienie zadziałał jako element systemu, a nie magiczna pigułka zwalniająca z dbania o siebie.